Nie wiem o co jej chodzi. Obraziła się bo... poznałyśmy trzecią syrenę? Żałosne, ale nie chciałam tak się obrażać. To moja najlepsza przyjaciółka, więc od razu za nią popłynęłam, lecz ją zgubiłam. Pobiegłam do niej, ale nikogo nie zastałam. Postanowiłam zadzwonić, ale też nie odebrała. Pewnie była w wodzie... Wkurzyło mnie to! Postanowiłam zapomnieć i nie zawracać sobie tym głowy. Popłynęłam szybko do jeziorka na wyspie z nadzieją, że zastanę tam Amber.
- Hej, przepraszam, ale musiałam za nią popłynąć! - powiedziałam.
- Spoko, nic się nie stało. Przebaczyła ci?
- Ee... No nie. Nie znalazłam jej.
- Ach, przykro mi. - uśmiechnęła się - długo jesteście syrenkami?
- Tak naprawdę, to kilka dni - zaśmiałam się - i w sumie to nie jest takie złe.
- Tak, szczególnie dla mnie. Zawsze bałam się wody, a teraz mam taką okazję! Mogłabym przepłynąć cały ocean!
- Dla mnie to było trudne. Zawsze byłam najlepsza w pływaniu, chodziłam na treningi i zawody... i teraz wszystko na marne...
- Nie martw się! Moim zdaniem lepiej jest pływać z ogonem.
- Weź...
Przypłynęła Vivien. Zdziwiłam się i ona też.
- To... wy tu jeszcze jesteście? - spytała z zawiedzioną miną. - Nara.
- Zaczekaj! - krzyknęła Amber - Słuchaj, jestem lojalna i wiem, że jesteś o mnie zazdrosna, nie chcę się wpraszać, ale...
- Ale co? - spytała zdenerwowana Vivien - przychodzisz, a raczej przypływasz sobie tu i od razu chcesz być z nami, jeszcze odbierasz mi przyjaciółkę?! To ma być lojalność?
- Nie... chciałam powiedzieć, że skoro chcesz, mogę odejść i nigdy nie wrócić. Cześć.
- Och, no dobra, czekaj! - krzyknęła Vivien.
- Tak?
- Jeśli ... jeśli chcesz, możesz do nas... d-dołączyć...
- Super, dzięki za pozwolenie! - rzekła ironicznie Amber.
- Och, spadaj, jeśli nie chcesz... ja stąd znikam! - zdenerwowała się Vivien. Ja nic nie mówiłam, nie chciałam się wtrącać. Zdenerwowałam się na obie dziewczyny i wyszłam z wody. Gdy wyschłam, siedziałam tam już sama. I bardzo dobrze, ciekawe gdzie one są teraz...
__________________________________
Sory, że takie krótkie, brak weny : )
Mermaids-Secret.
czwartek, 24 maja 2012
niedziela, 20 maja 2012
Vivien.
Wpatrzona w księżyc wbiegłam do basenu. Nie wiem co się ze mną dzieje, ale to jest silniejsze ode mnie. Woda.. wydawała się dziś taka.. taka jakaś inna! Jakby magiczna, po prostu nie da się opisać tego słowami. Gdy byłam w basenie, oczywiście zamieniłam się w syrenę. Czułam się niesamowicie, woda jeszcze nigdy nie była taka przyjemna. Nie było mnie w stanie nic przekonać, by wyjść teraz z wody. Ogarnęło mnie takie uczucie, że mam wszystkich i wszystko gdzieś, od teraz robię co chcę. Nagle podbiegła do mnie wystraszona czymś Melody.
- Vivien!! co robisz?! wychodź stąd! - przykucnęła przy basenie.
- Wyluzuj.. woda jest dziś taka cudowna! chodź! - chciałam wciągnąć ją za rękę do wody, lecz Melody szybko się odsunęła.
- Eh.. dobra słuchaj, nigdzie się stąd nie ruszaj, ja za chwilę wracam.
- Nie mam zamiaru nigdzie stąd wychodzić. - powiedziałam rozmarzonym głosem, pływając w basenie.
Melody poszła szybko do domu.
- Słuchajcie dziewczyny! Niestety trzeba odwołać całą tą imprezę, ponieważ.. ee.. rodzice Vivien nieoczekiwanie wracają zaraz podróży i.. oni nie wiedzą o tej imprezie więc Vivien może się nieźle oberwać dlatego niestety ale wszyscy musimy się zbierać. - Skłamała.
Wszędzie było słychać narzekania. Każdy był niezadowolony z nagłego końca piżama-party. Wszyscy już wyszli. Melody ogarnęła trochę pokój i szybko do mnie wróciła. Ja wciąż pływałam oczywiście w basenie.
- Dobra, a teraz jakoś muszę cię stąd wyciągnąć.
- Nigdzie nie idę.
Melody jakoś nie zwracała uwagi na to co mówię. Nałożyła jakieś gumowe rękawiczki, wzięła mnie niespodziewanie za ręce i wyciągnęła z basenu.
- Ej! ja chcę do wody!
- Vivien.. bądź już cicho.
Wciągnęła mnie do domu. Niestety, będę musiała zostać w domu! Ja chcę do wody!! Ale cóż ja mogłam zrobić.. wdrapałam się na kanapę. Po chwili zasnęłam.
Obudziłam się o 9:00. Zastanawiałam się gdzie wszyscy są. Nie pamiętam, żebym zasnęła na kanapie.. w ogóle nic nie pamiętam. Melody spała na fotelu. Wstałam z kanapy.
- Melody, wstawaj! - potrząsałam nią, żeby się obudziła.
- Co chcesz.. - powiedziała zaspanym głosem.
- Gdzie są wszyscy? co się wczoraj stało? nic nie pamiętam! chyba się nie napiłam prawda?! - spanikowałam.
Melody wstała z fotela.
- Nie.. gorzej. Zapatrzyłaś się w księżyc i gadałaś jakieś dziwne rzeczy. Ja niestety musiałam wszystkich wyprosić i sama doprowadzić wszystko do prządku.
- Co?! Eh.. dziękuję ci, Melody. Co ja bym bez ciebie zrobiła!
Uścisnęłam przyjaciółkę. Melody zdecydowanie była moją najlepszą przyjaciółką, zawsze mogłam na nią liczyć.Ona się tylko do mnie uśmiechnęła i opowiedziała mi wszystko co robiłam. Ja śmiałam się sama z siebie. Zjadłyśmy śniadanie, obejrzałyśmy telewizję. Minęła godzina. Postanowiłyśmy, że pójdziemy popływać. Poszłyśmy na plaże, wskoczyłyśmy do wody i.. znów miałyśmy te cudowne ogony. Chciałyśmy popłynąć na wyspę Mako. Ale zauważyłyśmy coś niepokojącego. To był ogon! taki sam ogon jaki miałyśmy my! Popłynęłyśmy tam szybko i zobaczyłyśmy .. inną syrenę!! Miała blond włosy i oczywiście ogon.. taki sam jak my. Była syreną.. czyli nie tylko my przechodzimy przez coś takiego. Popłynęłyśmy za nią. Po drodze zorientowałyśmy się, że płynie ona do księżycowego jeziorka, zapewne też się tam zmieniła w syrenę. Płynąc za nią dopłynęłyśmy do księżycowego jeziorka. Teraz było już pewne, że została tam syreną.Ona wynurzyła się, wyglądała na zamyśloną. My wynurzyłyśmy się powoli. Myślałyśmy, że ona nas nie zauważy ale.. niestety myliłyśmy się. Zobaczyła nas!
- Co wy tu robicie! - powiedziała zupełnie śmiało.
Co za bezczelność.
- Eee no my.. - Nie wiedziałam co powiedzieć. Jak to wytłumaczyć?
- Czekajcie.. wy też.. jesteście syrenami?! - popatrzyła na nas ze zdziwieniem.
- Eh, tak.. - westchnęła Melody.
Podpłynęłyśmy do niej bliżej. Po chwili już normalnie rozmawiałyśmy. Opowiedziała nam ona, jak stała się syreną. Melody ciągle o czymś z nią rozmawiała, ja prawie wcale się nie odzywałam.
- Jak masz na imię? - zapytała Melody.
- Amber. A wy?
- Ja jestem Melody, a to jest Vivien. - Melody pokazała na mnie, a ja zrobiłam sztuczny uśmiech.
Jakoś ta Amber nie przypadła mi do gustu. Za dużo gadała o sobie, przechwalała się wszystkim o czym mówiła. Melody chyba ją polubiła.. nie rozumiem jej. Jak można lubić taką gadułę? ona nie ma za grosz skromności. Amber pokazała nam swoją moc. Podgrzewała wodę.. Pff, co to mi za moc? ja też umiem podgrzewać wodę.. w czajniku. Melody śmiała się z wszystkich żartów które opowiadała Amber.One razem rozmawiały, śmiały się, opowiadały różne rzeczy.
- A może chcesz dołączyć do naszej paczki? Będziemy syrenami, no wiesz tak we trzy! będzie świetnie. - Oznajmiła Melody. No i wtedy poczułam, że coś we mnie pękło. Ona oszalała?! nie chcę mieć z nią nic wspólnego!
- Chyba we dwie.. - Dałam jasno do zrozumienia, że tylko one dwie mają wspólny język a ja do nich nie pasuję.
- Co? o czym ty mówisz? - spytała Melody.
- Domyśl się. Wiesz co, nasza przyjaźń już jest skończona! Nie chce mieć nic wspólnego z tobą ani z nią! Od teraz trzymam się sama!! Ja się stąd zmywam. Baw się dobrze ze swoją nową przyjaciółką.
Szybko odpłynęłam. Wynurzyłam się na brzeg, poczekałam aż się wysuszę i poszłam do domu. Byłam strasznie wkurzona. Położyłam się na łóżku. Miałam ochotę drzeć się ze złości, ale emocje tłumiłam w sobie. Jeszcze nie dawno Melody była moją najlepszą przyjaciółką, a tu pewnego dnia pojawia się taka Amber i wszystko niszczy..
- Vivien!! co robisz?! wychodź stąd! - przykucnęła przy basenie.
- Wyluzuj.. woda jest dziś taka cudowna! chodź! - chciałam wciągnąć ją za rękę do wody, lecz Melody szybko się odsunęła.
- Eh.. dobra słuchaj, nigdzie się stąd nie ruszaj, ja za chwilę wracam.
- Nie mam zamiaru nigdzie stąd wychodzić. - powiedziałam rozmarzonym głosem, pływając w basenie.
Melody poszła szybko do domu.
- Słuchajcie dziewczyny! Niestety trzeba odwołać całą tą imprezę, ponieważ.. ee.. rodzice Vivien nieoczekiwanie wracają zaraz podróży i.. oni nie wiedzą o tej imprezie więc Vivien może się nieźle oberwać dlatego niestety ale wszyscy musimy się zbierać. - Skłamała.
Wszędzie było słychać narzekania. Każdy był niezadowolony z nagłego końca piżama-party. Wszyscy już wyszli. Melody ogarnęła trochę pokój i szybko do mnie wróciła. Ja wciąż pływałam oczywiście w basenie.
- Dobra, a teraz jakoś muszę cię stąd wyciągnąć.
- Nigdzie nie idę.
Melody jakoś nie zwracała uwagi na to co mówię. Nałożyła jakieś gumowe rękawiczki, wzięła mnie niespodziewanie za ręce i wyciągnęła z basenu.
- Ej! ja chcę do wody!
- Vivien.. bądź już cicho.
Wciągnęła mnie do domu. Niestety, będę musiała zostać w domu! Ja chcę do wody!! Ale cóż ja mogłam zrobić.. wdrapałam się na kanapę. Po chwili zasnęłam.
Obudziłam się o 9:00. Zastanawiałam się gdzie wszyscy są. Nie pamiętam, żebym zasnęła na kanapie.. w ogóle nic nie pamiętam. Melody spała na fotelu. Wstałam z kanapy.
- Melody, wstawaj! - potrząsałam nią, żeby się obudziła.
- Co chcesz.. - powiedziała zaspanym głosem.
- Gdzie są wszyscy? co się wczoraj stało? nic nie pamiętam! chyba się nie napiłam prawda?! - spanikowałam.
Melody wstała z fotela.
- Nie.. gorzej. Zapatrzyłaś się w księżyc i gadałaś jakieś dziwne rzeczy. Ja niestety musiałam wszystkich wyprosić i sama doprowadzić wszystko do prządku.
- Co?! Eh.. dziękuję ci, Melody. Co ja bym bez ciebie zrobiła!
Uścisnęłam przyjaciółkę. Melody zdecydowanie była moją najlepszą przyjaciółką, zawsze mogłam na nią liczyć.Ona się tylko do mnie uśmiechnęła i opowiedziała mi wszystko co robiłam. Ja śmiałam się sama z siebie. Zjadłyśmy śniadanie, obejrzałyśmy telewizję. Minęła godzina. Postanowiłyśmy, że pójdziemy popływać. Poszłyśmy na plaże, wskoczyłyśmy do wody i.. znów miałyśmy te cudowne ogony. Chciałyśmy popłynąć na wyspę Mako. Ale zauważyłyśmy coś niepokojącego. To był ogon! taki sam ogon jaki miałyśmy my! Popłynęłyśmy tam szybko i zobaczyłyśmy .. inną syrenę!! Miała blond włosy i oczywiście ogon.. taki sam jak my. Była syreną.. czyli nie tylko my przechodzimy przez coś takiego. Popłynęłyśmy za nią. Po drodze zorientowałyśmy się, że płynie ona do księżycowego jeziorka, zapewne też się tam zmieniła w syrenę. Płynąc za nią dopłynęłyśmy do księżycowego jeziorka. Teraz było już pewne, że została tam syreną.Ona wynurzyła się, wyglądała na zamyśloną. My wynurzyłyśmy się powoli. Myślałyśmy, że ona nas nie zauważy ale.. niestety myliłyśmy się. Zobaczyła nas!
- Co wy tu robicie! - powiedziała zupełnie śmiało.
Co za bezczelność.
- Eee no my.. - Nie wiedziałam co powiedzieć. Jak to wytłumaczyć?
- Czekajcie.. wy też.. jesteście syrenami?! - popatrzyła na nas ze zdziwieniem.
- Eh, tak.. - westchnęła Melody.
Podpłynęłyśmy do niej bliżej. Po chwili już normalnie rozmawiałyśmy. Opowiedziała nam ona, jak stała się syreną. Melody ciągle o czymś z nią rozmawiała, ja prawie wcale się nie odzywałam.
- Jak masz na imię? - zapytała Melody.
- Amber. A wy?
- Ja jestem Melody, a to jest Vivien. - Melody pokazała na mnie, a ja zrobiłam sztuczny uśmiech.
Jakoś ta Amber nie przypadła mi do gustu. Za dużo gadała o sobie, przechwalała się wszystkim o czym mówiła. Melody chyba ją polubiła.. nie rozumiem jej. Jak można lubić taką gadułę? ona nie ma za grosz skromności. Amber pokazała nam swoją moc. Podgrzewała wodę.. Pff, co to mi za moc? ja też umiem podgrzewać wodę.. w czajniku. Melody śmiała się z wszystkich żartów które opowiadała Amber.One razem rozmawiały, śmiały się, opowiadały różne rzeczy.
- A może chcesz dołączyć do naszej paczki? Będziemy syrenami, no wiesz tak we trzy! będzie świetnie. - Oznajmiła Melody. No i wtedy poczułam, że coś we mnie pękło. Ona oszalała?! nie chcę mieć z nią nic wspólnego!
- Chyba we dwie.. - Dałam jasno do zrozumienia, że tylko one dwie mają wspólny język a ja do nich nie pasuję.
- Co? o czym ty mówisz? - spytała Melody.
- Domyśl się. Wiesz co, nasza przyjaźń już jest skończona! Nie chce mieć nic wspólnego z tobą ani z nią! Od teraz trzymam się sama!! Ja się stąd zmywam. Baw się dobrze ze swoją nową przyjaciółką.
Szybko odpłynęłam. Wynurzyłam się na brzeg, poczekałam aż się wysuszę i poszłam do domu. Byłam strasznie wkurzona. Położyłam się na łóżku. Miałam ochotę drzeć się ze złości, ale emocje tłumiłam w sobie. Jeszcze nie dawno Melody była moją najlepszą przyjaciółką, a tu pewnego dnia pojawia się taka Amber i wszystko niszczy..
sobota, 19 maja 2012
Melody
Jesteśmy syrenkami. To straszne! Chociaż z drugiej strony podobają mi się nasze moce. Zawsze się przydadzą na jakichś kretynów w szkole. Rozmyślałam tak całą noc, ponieważ nie mogłam zasnąć. Z samego rana zadzwoniła do mnie Vivien.
- Hej. Mam dla ciebie nowinę!
- No?
- Rodzice wyjeżdżają na weekend i pozwolili mi na piżama-patry!
- Super! Kogo zaprosimy?
- Myślę, że dziewczyny z naszej klasy; Kate, Emmę, Melanie, Susan, no i jeszcze zastanawiam się nad Vicki, ale nie wiem co z tego wyjdzie. Ale pomożesz mi w przygotowaniach, nie?
- No jasne!
- To przyjdź do mnie za jakąś godzinę.
- Świetnie! - odpowiedziałam. Ucieszyłam się. Przyszykowałam się do wyjścia, zjadłam coś i wyszłam od razu do Vivien. Po drodze zaczął lać deszcz. Miałam chusteczki, lecz nie mogłam cała się nimi opleść. Wbiegłam szybko do baru, usiadłam i zamówiłam koktajl. Zadzwoniłam do Vivien.
- Hej, spóźnię się trochę, bo wiesz... zaczął lać deszcz! Zatrzymałam się w naszym ulubionym barze. Trochę tam posiedzę.
- Och, dobra, zacznę sama, ale jak tylko przestanie lać, to biegnij do mnie, przecież to blisko!
- Okej. - rozłączyłam się i zabrałam się za picie mojego ulubionego koktajlu arbuzowego. Weszła Olivia. Była to moja "przyjaciółka". Tak, niby przyjaciółka. Tak naprawdę i ja, i ona obgadujemy się, gdy tylko zdarzy się taka okazja. Była najpopularniejszą osobą w klasie, a zaraz po niej ja i Vivien. Gdy tylko mnie zobaczyła, podeszła do mnie. Zawsze na powitanie przytulamy się. Nienawidzę tego, ale cóż poradzić. Nie chcę zepsuć opinii w szkole i w klasie. Olivia była cała mokra od deszczu. O nie, co ja teraz zrobię, jak będzie chciała się przytulić... Pomyślałam z rozpaczą i tak się stało. Wyciągnęła ramiona, a ja odsunęłam się szybko. Zaczerwieniła się i zagadała szybko, a za chwilę odeszła. Wkurzyłam się na samą siebie, wszystko przez te syreny! Zaświeciło słońce, więc szybko wybiegłam w stronę domu Vivien.
- Hej, już jestem! To jak, co robimy?
- Zacznijmy od jedzenia i picia.
Wyjęłyśmy napoje i dużo paczek czipsów. Potem napompowałyśmy balony w pastelowych kolorach i rozłożyłyśmy pełno poduszek. Nie zapomniałyśmy też o kocykach i ręcznikach, na wypadek gdybyśmy zostały oblane. Wieczorem zeszły się dziewczyny. Przyszła też Vicki, ze swoją papużką-nierozłączką Olivią. Patrzyły na mnie nieco dziwnie, ale nie zwracałam na to uwagi.
Gdy oglądałyśmy horror, spojrzałam na Vivien. Wyglądała dziwnie. Była jakby zamyślona i nic do niej nie docierało. Zauważyłam, że patrzy się w okno... na księżyc, a dokładniej na jego pełnię! Nagle wybiegła z domu i wskoczyła do basenu. Nie miałam kompletnego pojęcia, co robić!
- Hej. Mam dla ciebie nowinę!
- No?
- Rodzice wyjeżdżają na weekend i pozwolili mi na piżama-patry!
- Super! Kogo zaprosimy?
- Myślę, że dziewczyny z naszej klasy; Kate, Emmę, Melanie, Susan, no i jeszcze zastanawiam się nad Vicki, ale nie wiem co z tego wyjdzie. Ale pomożesz mi w przygotowaniach, nie?
- No jasne!
- To przyjdź do mnie za jakąś godzinę.
- Świetnie! - odpowiedziałam. Ucieszyłam się. Przyszykowałam się do wyjścia, zjadłam coś i wyszłam od razu do Vivien. Po drodze zaczął lać deszcz. Miałam chusteczki, lecz nie mogłam cała się nimi opleść. Wbiegłam szybko do baru, usiadłam i zamówiłam koktajl. Zadzwoniłam do Vivien.
- Hej, spóźnię się trochę, bo wiesz... zaczął lać deszcz! Zatrzymałam się w naszym ulubionym barze. Trochę tam posiedzę.
- Och, dobra, zacznę sama, ale jak tylko przestanie lać, to biegnij do mnie, przecież to blisko!
- Okej. - rozłączyłam się i zabrałam się za picie mojego ulubionego koktajlu arbuzowego. Weszła Olivia. Była to moja "przyjaciółka". Tak, niby przyjaciółka. Tak naprawdę i ja, i ona obgadujemy się, gdy tylko zdarzy się taka okazja. Była najpopularniejszą osobą w klasie, a zaraz po niej ja i Vivien. Gdy tylko mnie zobaczyła, podeszła do mnie. Zawsze na powitanie przytulamy się. Nienawidzę tego, ale cóż poradzić. Nie chcę zepsuć opinii w szkole i w klasie. Olivia była cała mokra od deszczu. O nie, co ja teraz zrobię, jak będzie chciała się przytulić... Pomyślałam z rozpaczą i tak się stało. Wyciągnęła ramiona, a ja odsunęłam się szybko. Zaczerwieniła się i zagadała szybko, a za chwilę odeszła. Wkurzyłam się na samą siebie, wszystko przez te syreny! Zaświeciło słońce, więc szybko wybiegłam w stronę domu Vivien.
- Hej, już jestem! To jak, co robimy?
- Zacznijmy od jedzenia i picia.
Wyjęłyśmy napoje i dużo paczek czipsów. Potem napompowałyśmy balony w pastelowych kolorach i rozłożyłyśmy pełno poduszek. Nie zapomniałyśmy też o kocykach i ręcznikach, na wypadek gdybyśmy zostały oblane. Wieczorem zeszły się dziewczyny. Przyszła też Vicki, ze swoją papużką-nierozłączką Olivią. Patrzyły na mnie nieco dziwnie, ale nie zwracałam na to uwagi.
Gdy oglądałyśmy horror, spojrzałam na Vivien. Wyglądała dziwnie. Była jakby zamyślona i nic do niej nie docierało. Zauważyłam, że patrzy się w okno... na księżyc, a dokładniej na jego pełnię! Nagle wybiegła z domu i wskoczyła do basenu. Nie miałam kompletnego pojęcia, co robić!
Vivien.
Gdy wróciłam do domu, na szczęście nie zastałam rodziców, ponieważ pracują oni zawsze baardzo długo. W sumie mi to nie przeszkadzało, ale czasem chciałam mieć ich w domu, chciałam spędzać z nimi czas. Zajrzałam do pokoju Stanley'a. On już spał, całe szczęście. Przebrałam się w moją piżamę i poszłam spać, byłam bardzo zmęczona. Spałam jakieś 8 godzin. Była już 13:30! To sobie pospałam.. Zadzwoniłam do Melody.
- Hej, wstałaś już ? - zapytałam.
- Właśnie mnie obudziłaś.. - powiedziała oburzonym głosem.
- Przepraszam! Ale skoro już cię obudziłam, to co powiesz na to, żebyśmy poszły poszły popływać? Jest taka piękna pogoda! nie marnujmy tego.
- Eh.. zgoda. U kogo się spotykamy?
- U mnie niestety rodzice już są w domu.. będą mieli pretensje, że ciągle pływam zamiast się uczyć..
- U mnie nikogo nie ma. Możesz wpadnij do mnie.
- Serio? W takim razie pewnie, widzimy się za chwilę.
- Jasne.
Nałożyłam swój strój kąpielowy a na niego ubrania. Rodzice byli czymś zajęci, więc ja wyszłam z domu. Melody mieszkała tylko kilka przecznic dalej ode mnie, więc nie będę szła zbyt długo.Po drodze wspominałam gdy wraz z Melody bawiłyśmy się gdy byłyśmy małe. Wspominając o tym uśmiechałam się sama do siebie. Pamiętam jak przyrzekłyśmy sobie, że na zawsze już będziemy najlepszymi przyjaciółkami i nic nie zniszczy naszej przyjaźni.Teraz może to się wydawać trochę śmieszne ale gdy byłyśmy małe wierzyłyśmy, że nasze życie będzie jak z bajki, że zostaniemy światowej sławy pływaczkami i że zamieszkamy razem, będziemy mądre i bogate. Ah, te nasze marzenia.. Wreszcie doszłam do domu mojej przyjaciółki. Stała już ona nad basenem, w stroju kąpielowym.
- O, Cześć Vivien, już jesteś. - uśmiechnęła się.
Uściskałam przyjaciółkę na powitanie. Zdjęłam ubrania i byłam już tylko w stroju kąpielowym.
- To co wskakujemy do wody?
- Pewnie! to na trzy.. - Wzięłyśmy się za ręce.
- raz..dwa..trzy!
i wskoczyłyśmy do wody.
Uśmiechałyśmy się do siebie ale coś tu nie grało. Nie czułam swoich nóg! Obie spojrzałyśmy na siebie z przerażeniem. Zanurkowałyśmy i zobaczyłyśmy, że mamy.. OGONY! tak to były ogony! jak u syren!
Wynurzyłyśmy się.
- C..c-co to ma być?! - powiedziała przerażona Melody.
- Ja... ja nie wiem!! - krzyknęłam.
Wyszłyśmy jakoś z basenu. Przyglądałam się cały czas ogonowi.
- To nie jest śmieszne! - powiedziałam z jak największą powagą.
- I co my teraz zrobimy?!?! - panikowała Melody.
Nagle ogon zniknął.
- O co w tym wszystkim chodzi?!
- Nie mam pojęcia!
Wstałyśmy szybko. Weszłyśmy do domu Melody. Usiadłyśmy na kanapie w salonie.
- Jak to się stało..jakim cudem mamy.. mamy te ogony! - znów krzyknęłam.
- Spokojnie! Nie wiem, no.. stałyśmy się jakimiś .. rybami?
- Melody.. to nie jest wcale śmieszne.
- Wiem..ale próbuję się dowiedzieć czym się stałyśmy!! a może .. syreny!
- Oszalałaś! Przecież one nie istnieją!
- To jak wytłumaczysz to czym jesteśmy?! - Melody machnęła rękami, i nagle woda w szklance, która stała na jej biurku zaczęła się unosić. Ja byłam w totalnym szoku i ciągle patrzyłam jak woda się unosi.
- Na co się tak patrzysz? - Zapytała Melody i machnęła ręką w moją stronę.
- O nie!! - wrzasnęłam i chciałam "obronić" się ręką. Zamknęłam szybko oczy ale... woda na mnie nie poleciała!
Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że woda jest zamarznięta.
- Wooooow - tylko tyle byłam w stanie powiedzieć.
- Ale jak to.. jak ty to zrobiłaś?! - Spytała moja zszokowana przyjaciółka.
- Ja nie wiem! To ty uniosłaś wodę, a potem niechcący chciałaś nią na mnie wylać!
- Na-na..naprawdę? - popatrzyła z nie do wierzeniem.
- Eh. tak. Myślisz skąd by wzięła się ta woda?
- Nie wiem.. Ale to straszne!
- Ale te "moce" mogą się przydać! Skoro teraz jesteśmy tymi rybami to możemy pływać gdzie nam się podoba! Przecież ryby pływają w takiej zimnej temperaturze wody, więc to nam też nie powinno przeszkadzać prawda?
- No.. no nie wiem. Ale ja nigdzie nie idę.
- No chodź! - wyciągnęłam ją z domu, złapałam za rękę i pobiegłyśmy do pobliskiego jeziora.
Wepchałam ją do wody, a potem sama wskoczyłam.Zanurkowałyśmy.
Melody wynurzyła się.A ja za nią.
- Eeej.. jak mogłaś! - zaśmiała się.
Uśmiechnęłam się bez słowa. Z powrotem zanurzyłyśmy się pod wodę i pływałyśmy. Oczywiście już dawno miałyśmy ogony i pływałyśmy jak prawdziwe syreny. Bo.. my chyba jesteśmy prawdziwymi syrenami? Nie jestem pewna.. ale to wspaniałe uczucie! Ale postanowiłyśmy, że już czas wracać do domów. Wynurzyłyśmy się i wyszłyśmy na brzeg, starałyśmy się, żeby nas nikt nie zauważył. W końcu wyschłyśmy.
- To do zobaczenia jutro - Przytuliłam przyjaciółkę.
- Do zobaczenia - ona również mnie uściskała.
Poszłyśmy do swoich domów. Była już 20:00. Czułam zmęczenie więc postanowiłam, że położę się wcześnie. Stanley oglądał jakieś bajki w tv.
- Stanley! o której pójdziesz spać? - zapytałam go.
- Zaraz.
- Ehem, dobra.
Poszłam na górę po schodach, i weszłam do swojego pokoju. Przebrałam się w piżamę i położyłam się na łóżku. Przykryłam się kołdrą i zasnęłam. To zdecydowanie był najciekawszy dzień moim życiu.
- Hej, wstałaś już ? - zapytałam.
- Właśnie mnie obudziłaś.. - powiedziała oburzonym głosem.
- Przepraszam! Ale skoro już cię obudziłam, to co powiesz na to, żebyśmy poszły poszły popływać? Jest taka piękna pogoda! nie marnujmy tego.
- Eh.. zgoda. U kogo się spotykamy?
- U mnie niestety rodzice już są w domu.. będą mieli pretensje, że ciągle pływam zamiast się uczyć..
- U mnie nikogo nie ma. Możesz wpadnij do mnie.
- Serio? W takim razie pewnie, widzimy się za chwilę.
- Jasne.
Nałożyłam swój strój kąpielowy a na niego ubrania. Rodzice byli czymś zajęci, więc ja wyszłam z domu. Melody mieszkała tylko kilka przecznic dalej ode mnie, więc nie będę szła zbyt długo.Po drodze wspominałam gdy wraz z Melody bawiłyśmy się gdy byłyśmy małe. Wspominając o tym uśmiechałam się sama do siebie. Pamiętam jak przyrzekłyśmy sobie, że na zawsze już będziemy najlepszymi przyjaciółkami i nic nie zniszczy naszej przyjaźni.Teraz może to się wydawać trochę śmieszne ale gdy byłyśmy małe wierzyłyśmy, że nasze życie będzie jak z bajki, że zostaniemy światowej sławy pływaczkami i że zamieszkamy razem, będziemy mądre i bogate. Ah, te nasze marzenia.. Wreszcie doszłam do domu mojej przyjaciółki. Stała już ona nad basenem, w stroju kąpielowym.
- O, Cześć Vivien, już jesteś. - uśmiechnęła się.
Uściskałam przyjaciółkę na powitanie. Zdjęłam ubrania i byłam już tylko w stroju kąpielowym.
- To co wskakujemy do wody?
- Pewnie! to na trzy.. - Wzięłyśmy się za ręce.
- raz..dwa..trzy!
i wskoczyłyśmy do wody.
Uśmiechałyśmy się do siebie ale coś tu nie grało. Nie czułam swoich nóg! Obie spojrzałyśmy na siebie z przerażeniem. Zanurkowałyśmy i zobaczyłyśmy, że mamy.. OGONY! tak to były ogony! jak u syren!
Wynurzyłyśmy się.
- C..c-co to ma być?! - powiedziała przerażona Melody.
- Ja... ja nie wiem!! - krzyknęłam.
Wyszłyśmy jakoś z basenu. Przyglądałam się cały czas ogonowi.
- To nie jest śmieszne! - powiedziałam z jak największą powagą.
- I co my teraz zrobimy?!?! - panikowała Melody.
Nagle ogon zniknął.
- O co w tym wszystkim chodzi?!
- Nie mam pojęcia!
Wstałyśmy szybko. Weszłyśmy do domu Melody. Usiadłyśmy na kanapie w salonie.
- Jak to się stało..jakim cudem mamy.. mamy te ogony! - znów krzyknęłam.
- Spokojnie! Nie wiem, no.. stałyśmy się jakimiś .. rybami?
- Melody.. to nie jest wcale śmieszne.
- Wiem..ale próbuję się dowiedzieć czym się stałyśmy!! a może .. syreny!
- Oszalałaś! Przecież one nie istnieją!
- To jak wytłumaczysz to czym jesteśmy?! - Melody machnęła rękami, i nagle woda w szklance, która stała na jej biurku zaczęła się unosić. Ja byłam w totalnym szoku i ciągle patrzyłam jak woda się unosi.
- Na co się tak patrzysz? - Zapytała Melody i machnęła ręką w moją stronę.
- O nie!! - wrzasnęłam i chciałam "obronić" się ręką. Zamknęłam szybko oczy ale... woda na mnie nie poleciała!
Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że woda jest zamarznięta.
- Wooooow - tylko tyle byłam w stanie powiedzieć.
- Ale jak to.. jak ty to zrobiłaś?! - Spytała moja zszokowana przyjaciółka.
- Ja nie wiem! To ty uniosłaś wodę, a potem niechcący chciałaś nią na mnie wylać!
- Na-na..naprawdę? - popatrzyła z nie do wierzeniem.
- Eh. tak. Myślisz skąd by wzięła się ta woda?
- Nie wiem.. Ale to straszne!
- Ale te "moce" mogą się przydać! Skoro teraz jesteśmy tymi rybami to możemy pływać gdzie nam się podoba! Przecież ryby pływają w takiej zimnej temperaturze wody, więc to nam też nie powinno przeszkadzać prawda?
- No.. no nie wiem. Ale ja nigdzie nie idę.
- No chodź! - wyciągnęłam ją z domu, złapałam za rękę i pobiegłyśmy do pobliskiego jeziora.
Wepchałam ją do wody, a potem sama wskoczyłam.Zanurkowałyśmy.
Melody wynurzyła się.A ja za nią.
- Eeej.. jak mogłaś! - zaśmiała się.
Uśmiechnęłam się bez słowa. Z powrotem zanurzyłyśmy się pod wodę i pływałyśmy. Oczywiście już dawno miałyśmy ogony i pływałyśmy jak prawdziwe syreny. Bo.. my chyba jesteśmy prawdziwymi syrenami? Nie jestem pewna.. ale to wspaniałe uczucie! Ale postanowiłyśmy, że już czas wracać do domów. Wynurzyłyśmy się i wyszłyśmy na brzeg, starałyśmy się, żeby nas nikt nie zauważył. W końcu wyschłyśmy.
- To do zobaczenia jutro - Przytuliłam przyjaciółkę.
- Do zobaczenia - ona również mnie uściskała.
Poszłyśmy do swoich domów. Była już 20:00. Czułam zmęczenie więc postanowiłam, że położę się wcześnie. Stanley oglądał jakieś bajki w tv.
- Stanley! o której pójdziesz spać? - zapytałam go.
- Zaraz.
- Ehem, dobra.
Poszłam na górę po schodach, i weszłam do swojego pokoju. Przebrałam się w piżamę i położyłam się na łóżku. Przykryłam się kołdrą i zasnęłam. To zdecydowanie był najciekawszy dzień moim życiu.
piątek, 18 maja 2012
Melody
Vivien była moją najlepsza przyjaciółką już od podstawówki. Miała ona piękny ogród z wieloma drzewami oraz basen za domem. Uwielbiałyśmy spędzać czas w wodzie. W szkole byłyśmy najlepsze z pływania i zawsze jeździłyśmy na zawody. Niestety mamy do pływania tylko baseny, ponieważ mieszkamy w Wielkiej Brytanii, a tam woda w oceanie jest zimna. Mimo to, lubimy chodzić na spacery po plaży.
Pewnego pochmurnego dnia przyszłam do Vivien. Spędziłyśmy czas trochę w domu siedząc przed komputerem, jak zwykle. Potem się ociepliło więc wyszłyśmy popływać łódką. Uwielbiałyśmy to robić! Zawsze nawzajem straszymy się i kołyszemy łodzią.
Chyba trochę przesadziłyśmy, bo gdy się przechyliłam, "troszeczkę" za mocno, łódź nie dość, że uderzyła w skały, to jeszcze nalało się tam pełno wody! Spanikowałyśmy. Były wtedy spore fale, mimo że nawet umiemy pływać było niebezpiecznie. Łódka zatonęła a my złapałyśmy się skały.
- Co teraz?! - krzyczałam przerażona. Byłam pewna swej niewinności, to ona namówiła mnie na rejs w taką pogodę.
- Nie drzyj się na mnie! To był twój pomysł. Musimy się ratować, ale jesteśmy daleko od brzegu - krzyczała z wyrzutem. - Zawsze lubisz się bać i odpłynęłabyś na sam środek oceanu, albo i dalej! Wołaj o pomoc, na co się gapisz! - wrzasnęła.
- POMOCY! RATUNKUU! NIECH NAM KTOŚ POMOŻE!
- POMOOOCY! - wrzeszczała i Vivien. To było na nic. Ludzie i tak siedzieli teraz w domach, a nie chodzili w taką pogodę po plaży...
Zauważyłam jakieś pięćdziesiąt metrów od nas niemałą wyspę.
- Ej, dasz radę dopłynąć tam? - wskazałam na plażę wysepki.
- No jasne, że dam! - powiedziała dumnie Vivien.
Zajęło nam to jakieś trzydzieści - czterdzieści sekund. Wyspa była... wstrętna! Zaniedbana, pełno śmieci i złamanych drzew. Widać, że nikt tu nie zagląda, a raczej każdy unika tego miejsca. Ale co miałyśmy zrobić? Niewiele później był już ogromny sztorm. Nawet nie chcę myśleć, co z nami by się stało... Poszłyśmy poszukać jakiegoś schronienia, poszłyśmy wgłąb tej puszczy i zauważyłyśmy nieco dziwne "zejście" na dół, coś w rodzaju tunelu. Zeszłyśmy powoli i ostrożnie, aby wrócić całe do domu... O ile w ogóle uda nam się wrócić. Byłyśmy na tyle głupie, że zapomniałyśmy, że mamy telefon i nie skorzystałyśmy z niego!
Gdy zeszłyśmy do końca, spodziewałyśmy się dalszego tunelu, ale tam było już szerokie i przewiewne podziemne pomieszczenie. Mam klaustrofobię, więc nie wiem jak ja się tu dostałam! Dalej było lepiej. Vivien zauważyła pewne światło jakoś w górze. Najpierw myślałyśmy, że to z podwórza, lecz ono było takie... prześlicznie błękitne! Weszłyśmy z trudem wdrapując się po niewielkich nierównościach i oniemiałyśmy z wrażenia!
Był tam przepiękny, lazurowy staw! Woda w nim była czysta dosłownie jak w bajce! Uwielbiam takie widoki, no, i oczywiście wodę, więc od razu tam wskoczyłam! Vivien miała jednak pewne wątpliwości. Patrzyła się w górę tak długo, że i ja to zrobiłam. Zauważyłam... niebo. Pochmurne niebo, lecz widać było światło księżyca. O nie! Dziś pełnia, obym tylko nie lunatykowała! Szybko o tym zapomniałam, więc znowu zaczęłam pluskać się w wodzie.
- Czy to nie jest przypadkiem wulkan? - spytała Vivien.
- Tak, ale nie martw się, nie wybuchnie. - uśmiechnęłam się ironicznie. Nienawidziłam, gdy ona tak mędrkowała!
- Och, no coś ty... Myślałam, że zaraz wylecimy w powietrze, wiesz? - odpowiedziała z takim samym uśmieszkiem na twarzy.
Przez chwilę milczałyśmy.
- Oj, przestań myśleć i chodź! Woda jest cudowna! Nie będziesz miała już takiej okazji. - przez chwilę jeszcze myślała, ale potem wskoczyła do wody i zanurkowała. Długo jej nie było więc zaczęłam się martwić. Po jakichś dwóch minutach wróciła.
- Hej, tędy, jak zanurkujesz jest wyjście na wyspę. Wątpię, że damy radę znów wspin... - Stało się coś dziwnego. Woda zaczęła wręcz buzować, a wulkan był jaśniejszy. Spojrzałyśmy w górę. To kiężyc... księżyc ma takie działanie na te jeziorko! Stałyśmy tak wpatrzone w pełnię jakieś trzy minuty, aż nagle, jakby " czar prysł " ! Siedziałyśmy tam do rana. Zanurkowałyśmy, i za chwilę byłyśmy już na wyspie. Pogoda była wspaniała! Było gorąco i świeciło słońce. Bez problemu więc popłynęłyśmy o własnych siłach na plażę. Było dla nas to od razu coś w rodzaju treningu.
Gdy weszłam do domu, od razu rzucili się na mnie rodzice, jak to się o mnie martwili, ale i tak nie obyło się bez kary. Ach...Ten dzień był bardzo dziwny!
Pewnego pochmurnego dnia przyszłam do Vivien. Spędziłyśmy czas trochę w domu siedząc przed komputerem, jak zwykle. Potem się ociepliło więc wyszłyśmy popływać łódką. Uwielbiałyśmy to robić! Zawsze nawzajem straszymy się i kołyszemy łodzią.
Chyba trochę przesadziłyśmy, bo gdy się przechyliłam, "troszeczkę" za mocno, łódź nie dość, że uderzyła w skały, to jeszcze nalało się tam pełno wody! Spanikowałyśmy. Były wtedy spore fale, mimo że nawet umiemy pływać było niebezpiecznie. Łódka zatonęła a my złapałyśmy się skały.
- Co teraz?! - krzyczałam przerażona. Byłam pewna swej niewinności, to ona namówiła mnie na rejs w taką pogodę.
- Nie drzyj się na mnie! To był twój pomysł. Musimy się ratować, ale jesteśmy daleko od brzegu - krzyczała z wyrzutem. - Zawsze lubisz się bać i odpłynęłabyś na sam środek oceanu, albo i dalej! Wołaj o pomoc, na co się gapisz! - wrzasnęła.
- POMOCY! RATUNKUU! NIECH NAM KTOŚ POMOŻE!
- POMOOOCY! - wrzeszczała i Vivien. To było na nic. Ludzie i tak siedzieli teraz w domach, a nie chodzili w taką pogodę po plaży...
Zauważyłam jakieś pięćdziesiąt metrów od nas niemałą wyspę.
- Ej, dasz radę dopłynąć tam? - wskazałam na plażę wysepki.
- No jasne, że dam! - powiedziała dumnie Vivien.
Zajęło nam to jakieś trzydzieści - czterdzieści sekund. Wyspa była... wstrętna! Zaniedbana, pełno śmieci i złamanych drzew. Widać, że nikt tu nie zagląda, a raczej każdy unika tego miejsca. Ale co miałyśmy zrobić? Niewiele później był już ogromny sztorm. Nawet nie chcę myśleć, co z nami by się stało... Poszłyśmy poszukać jakiegoś schronienia, poszłyśmy wgłąb tej puszczy i zauważyłyśmy nieco dziwne "zejście" na dół, coś w rodzaju tunelu. Zeszłyśmy powoli i ostrożnie, aby wrócić całe do domu... O ile w ogóle uda nam się wrócić. Byłyśmy na tyle głupie, że zapomniałyśmy, że mamy telefon i nie skorzystałyśmy z niego!
Gdy zeszłyśmy do końca, spodziewałyśmy się dalszego tunelu, ale tam było już szerokie i przewiewne podziemne pomieszczenie. Mam klaustrofobię, więc nie wiem jak ja się tu dostałam! Dalej było lepiej. Vivien zauważyła pewne światło jakoś w górze. Najpierw myślałyśmy, że to z podwórza, lecz ono było takie... prześlicznie błękitne! Weszłyśmy z trudem wdrapując się po niewielkich nierównościach i oniemiałyśmy z wrażenia!
Był tam przepiękny, lazurowy staw! Woda w nim była czysta dosłownie jak w bajce! Uwielbiam takie widoki, no, i oczywiście wodę, więc od razu tam wskoczyłam! Vivien miała jednak pewne wątpliwości. Patrzyła się w górę tak długo, że i ja to zrobiłam. Zauważyłam... niebo. Pochmurne niebo, lecz widać było światło księżyca. O nie! Dziś pełnia, obym tylko nie lunatykowała! Szybko o tym zapomniałam, więc znowu zaczęłam pluskać się w wodzie.
- Czy to nie jest przypadkiem wulkan? - spytała Vivien.
- Tak, ale nie martw się, nie wybuchnie. - uśmiechnęłam się ironicznie. Nienawidziłam, gdy ona tak mędrkowała!
- Och, no coś ty... Myślałam, że zaraz wylecimy w powietrze, wiesz? - odpowiedziała z takim samym uśmieszkiem na twarzy.
Przez chwilę milczałyśmy.
- Oj, przestań myśleć i chodź! Woda jest cudowna! Nie będziesz miała już takiej okazji. - przez chwilę jeszcze myślała, ale potem wskoczyła do wody i zanurkowała. Długo jej nie było więc zaczęłam się martwić. Po jakichś dwóch minutach wróciła.
- Hej, tędy, jak zanurkujesz jest wyjście na wyspę. Wątpię, że damy radę znów wspin... - Stało się coś dziwnego. Woda zaczęła wręcz buzować, a wulkan był jaśniejszy. Spojrzałyśmy w górę. To kiężyc... księżyc ma takie działanie na te jeziorko! Stałyśmy tak wpatrzone w pełnię jakieś trzy minuty, aż nagle, jakby " czar prysł " ! Siedziałyśmy tam do rana. Zanurkowałyśmy, i za chwilę byłyśmy już na wyspie. Pogoda była wspaniała! Było gorąco i świeciło słońce. Bez problemu więc popłynęłyśmy o własnych siłach na plażę. Było dla nas to od razu coś w rodzaju treningu.
Gdy weszłam do domu, od razu rzucili się na mnie rodzice, jak to się o mnie martwili, ale i tak nie obyło się bez kary. Ach...Ten dzień był bardzo dziwny!
Karta postaci.
Imię i nazwisko: Melody Evans.
Wiek: 16 lat.
Pochodzenie: Brytyjskie.
Imiona rodziców: Kathleen i William Evans'owie.
Rodzeństwo: młodsza siostra Diana.
Ulubiony przedmiot w szkole: Francuski.
Najmniej lubiany przedmiot: matematyka, biologia.
Ulubiony kolor: niebieski, turkusowy.
Talenty: świetnie pływa, uwielbia śpiewać,
oraz gra na fortepianie. Trenuje kick-boxing z przyjaciółką, Vivien.
Karta Postaci : Vivien.
Imię i nazwisko : Vivienne 'Vivien' Darkbloom.
Wiek : 16 lat.
Pochodzenie : Pół Brytyjka Pół Francuska.
Imiona i nazwiska rodziców: Elizabeth Gwendolyn i Adam Darkbloom'owie.
Rodzeństwo: Młodszy brat Stanley.
Ulubiony przedmiot w szkole: Angielski.
Najmniej lubiany przedmiot w szkole: Matematyka.
Ulubiony kolor: morski.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
