Vivien była moją najlepsza przyjaciółką już od podstawówki. Miała ona piękny ogród z wieloma drzewami oraz basen za domem. Uwielbiałyśmy spędzać czas w wodzie. W szkole byłyśmy najlepsze z pływania i zawsze jeździłyśmy na zawody. Niestety mamy do pływania tylko baseny, ponieważ mieszkamy w Wielkiej Brytanii, a tam woda w oceanie jest zimna. Mimo to, lubimy chodzić na spacery po plaży.
Pewnego pochmurnego dnia przyszłam do Vivien. Spędziłyśmy czas trochę w domu siedząc przed komputerem, jak zwykle. Potem się ociepliło więc wyszłyśmy popływać łódką. Uwielbiałyśmy to robić! Zawsze nawzajem straszymy się i kołyszemy łodzią.
Chyba trochę przesadziłyśmy, bo gdy się przechyliłam, "troszeczkę" za mocno, łódź nie dość, że uderzyła w skały, to jeszcze nalało się tam pełno wody! Spanikowałyśmy. Były wtedy spore fale, mimo że nawet umiemy pływać było niebezpiecznie. Łódka zatonęła a my złapałyśmy się skały.
- Co teraz?! - krzyczałam przerażona. Byłam pewna swej niewinności, to ona namówiła mnie na rejs w taką pogodę.
- Nie drzyj się na mnie! To był twój pomysł. Musimy się ratować, ale jesteśmy daleko od brzegu - krzyczała z wyrzutem. - Zawsze lubisz się bać i odpłynęłabyś na sam środek oceanu, albo i dalej! Wołaj o pomoc, na co się gapisz! - wrzasnęła.
- POMOCY! RATUNKUU! NIECH NAM KTOŚ POMOŻE!
- POMOOOCY! - wrzeszczała i Vivien. To było na nic. Ludzie i tak siedzieli teraz w domach, a nie chodzili w taką pogodę po plaży...
Zauważyłam jakieś pięćdziesiąt metrów od nas niemałą wyspę.
- Ej, dasz radę dopłynąć tam? - wskazałam na plażę wysepki.
- No jasne, że dam! - powiedziała dumnie Vivien.
Zajęło nam to jakieś trzydzieści - czterdzieści sekund. Wyspa była... wstrętna! Zaniedbana, pełno śmieci i złamanych drzew. Widać, że nikt tu nie zagląda, a raczej każdy unika tego miejsca. Ale co miałyśmy zrobić? Niewiele później był już ogromny sztorm. Nawet nie chcę myśleć, co z nami by się stało... Poszłyśmy poszukać jakiegoś schronienia, poszłyśmy wgłąb tej puszczy i zauważyłyśmy nieco dziwne "zejście" na dół, coś w rodzaju tunelu. Zeszłyśmy powoli i ostrożnie, aby wrócić całe do domu... O ile w ogóle uda nam się wrócić. Byłyśmy na tyle głupie, że zapomniałyśmy, że mamy telefon i nie skorzystałyśmy z niego!
Gdy zeszłyśmy do końca, spodziewałyśmy się dalszego tunelu, ale tam było już szerokie i przewiewne podziemne pomieszczenie. Mam klaustrofobię, więc nie wiem jak ja się tu dostałam! Dalej było lepiej. Vivien zauważyła pewne światło jakoś w górze. Najpierw myślałyśmy, że to z podwórza, lecz ono było takie... prześlicznie błękitne! Weszłyśmy z trudem wdrapując się po niewielkich nierównościach i oniemiałyśmy z wrażenia!
Był tam przepiękny, lazurowy staw! Woda w nim była czysta dosłownie jak w bajce! Uwielbiam takie widoki, no, i oczywiście wodę, więc od razu tam wskoczyłam! Vivien miała jednak pewne wątpliwości. Patrzyła się w górę tak długo, że i ja to zrobiłam. Zauważyłam... niebo. Pochmurne niebo, lecz widać było światło księżyca. O nie! Dziś pełnia, obym tylko nie lunatykowała! Szybko o tym zapomniałam, więc znowu zaczęłam pluskać się w wodzie.
- Czy to nie jest przypadkiem wulkan? - spytała Vivien.
- Tak, ale nie martw się, nie wybuchnie. - uśmiechnęłam się ironicznie. Nienawidziłam, gdy ona tak mędrkowała!
- Och, no coś ty... Myślałam, że zaraz wylecimy w powietrze, wiesz? - odpowiedziała z takim samym uśmieszkiem na twarzy.
Przez chwilę milczałyśmy.
- Oj, przestań myśleć i chodź! Woda jest cudowna! Nie będziesz miała już takiej okazji. - przez chwilę jeszcze myślała, ale potem wskoczyła do wody i zanurkowała. Długo jej nie było więc zaczęłam się martwić. Po jakichś dwóch minutach wróciła.
- Hej, tędy, jak zanurkujesz jest wyjście na wyspę. Wątpię, że damy radę znów wspin... - Stało się coś dziwnego. Woda zaczęła wręcz buzować, a wulkan był jaśniejszy. Spojrzałyśmy w górę. To kiężyc... księżyc ma takie działanie na te jeziorko! Stałyśmy tak wpatrzone w pełnię jakieś trzy minuty, aż nagle, jakby " czar prysł " ! Siedziałyśmy tam do rana. Zanurkowałyśmy, i za chwilę byłyśmy już na wyspie. Pogoda była wspaniała! Było gorąco i świeciło słońce. Bez problemu więc popłynęłyśmy o własnych siłach na plażę. Było dla nas to od razu coś w rodzaju treningu.
Gdy weszłam do domu, od razu rzucili się na mnie rodzice, jak to się o mnie martwili, ale i tak nie obyło się bez kary. Ach...Ten dzień był bardzo dziwny!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz